czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział 1

"Obudziło mnie mocne szarpanie. Otworzyłem lekko oczy. Widziałem na górze niebo czarne od dymu, a na dole zniszczone budynki, wszędzie gruz. Nagle pojąłem gdzie się znajduję. Leżałem na wielkie konstrukcji. Usiadłem po czym szybko złapałem się kurczowo metalowej deski. Rozejrzałem się po "czymś" lub "kimś" co mnie szarpało. I ujrzałem. Był to stwór wyglądający jak latający diabeł. Bardzo sprawnie odsunąłem się trochę od niego i zapytałem gdzie jestem. "Diabeł" zaczął mówić coś lecz mówił tak niewyraźnie że nie dało się go zrozumieć. Wykrzywiłem głowę ze zdziwieniem, a "diabeł" przestał mówić. Powoli zacząłem rozumieć co on mówi. Lecz wszystko było chyba po chińsku. Nagle jego szept przerodził się w krzyk. Wykrzykiwał ciągle te same słowa: ,, Ille unus . Non tibi!!" , .. Ille unus . Non tibi!!". Zacząłem powoli bać się tego stwora. Nagle jakby ktoś czytał mi w myślach stwór dostał strzałą w brzuch. Popatrzył za mnie i cicho wyszeptał: ,, Ille unus . Non tibi..." I spadł."
                                                                      ***
 Pierwszy poniedziałek , pierwszego września. Koszmar. Znowu trzeba widzieć te znudzone już życiem twarze nauczycieli oraz zaciekawione twarze uczniów. Rok w rok. Przemowa dyrektora składająca się z tych samych zdań tylko poprzekręcanych oraz godzinna durna lekcja informacyjna z planem lekcji itd. Ubrałem się na galowo - jak zwykle tego dnia i zszedłem na dół. Mama już czekała w kuchni, a tata czytał gazetę w salonie. Miał jeszcze 2 tygodnie wolnego, ponieważ przez połowe wakacji harował jak wół. Usiadłem przy stole czekając na codzienne pyszne śniadanie mamy.
- Cześć skarbie! Jak się spało?? -Zapytała mama przynosząc na stół jajko, naleśniki, bekon, grzanki oraz masło. - Misiu!! Śniadanie!!
Tata podszedł ochoczo do stołu patrząc co dzisiaj przygotowała mu żona.  Uśmiechnął się do syna i usiadł. 
- Boże jestem taki głodny że zjadłbym konia z kopytami! - Zacząłem rozmowę. 
- No wiem, wiem.  Pewnie strasznie cię tam karmili!! - Prychnęła mama. Oczywiście mówiła o moim obozie dla młodzieży. 
- Nie prawda! - Powiedziałem z pełnymi ustami. - Były kiełbaski, jajecznice  i zazwyczaj stół Szwecki!
- Kiełbaski powiadasz? -Powiedział tata. - Ahh... Czemu nie jestem młody?! Też chcę kiełbaski!!
Wszyscy się zaśmiali gdy pan Edwards zaczął udawać dziecko. 
- Dzień dobry państwu! - Zawołała rudowłosa mała dziewczynka. Weszła do kuchni z miśkiem w ręce. Usiadła koło pani Edwards. - Mogę dostać mleko?
- Jasne skarbie!
Popatrzyłem pytająco na rodziców. Mama uśmiechnęła się do mnie , po czym zrozumiała że ja jeszcze nie znam tej "nieznajomej" dziewczynki.
- Ahh... Skarbie to jest David! - Powiedziała ochoczo mama. - Davidzie to jest Maya.
Dziewczynka popatrzyła się na mnie jakby dopiero teraz mnie zauważyła.
- A ty to kto? -Zapytała z obrzydzeniem.
- Mayu to nasz syn. - Wytłumaczył pan Edwards.
- Wasz syn?! A od kiedy niby?! Gdzieś się podziewał przez całe wakacje?! Hmmm...??
Zatkało mnie. Jak może mnie tak wyzywać we własnym domu?!
- Kochanie David był bardzo zajęty był na...
- NA CZYM?! HMM?!
Nie wytrzymałem i wybuchłem. Ta mała jest nieznośna!!
- A WIESZ MOŻE CO TO WAKACJE?! JEŹDZI SIĘ NA OBOZY, SPOTYKA ZE ZNAJOMYMI I MA SIĘ KONIEC SZKOŁY PRZEZ DWA MIESIĄCE!! - Wrzasnąłem po czym wstałem od stołu. - Kimkolwiek ona jest nie chce mieć jej w tym domu!! - Po tych słowach wbiegłem na górę po plecak i buty. Gdy zszedłem na dół dziewczynka patrzyła na mnie z otwartymi ustami , mama patrzyła na mnie z miną " jak mogłeś!" , a tata ze zrozumieniem. Popatrzyłem tylko w stronę podwórka gdzie pewnie leżał przywiązany Scott. Zawsze gdy wyjeżdżam rodzice przywiązują go do budy.

***

Czekam z cierpliwością na moją przyjaciółkę Sarę aby jej wszystko powiedzieć oraz zapytać jak tam było w drugiej połowie wakacji.Pierwszą spędziliśmy razem na obozie konnym.